Przyjrzyjmy się bliżej historii tej „cudownej" metody leczniczej.
Homeopatia jest wykładana na wielu uniwersytetach medycznych, a w niektórych krajach stanowi obowiązkową część szkolenia medycznego. W Wielkiej Brytanii jest nawet 5 szpitali homeopatycznych, w których leczenie jest refundowane przez ubezpieczalnie. Terapia homeopatyczna w 1841 roku została oficjalnie uznana przez Kościół katolicki. Homeopatia powstała w XIX wieku dzięki niemieckiemu lekarzowi Samuelowi Hahnemannowi. Opiera się w swoich założeniach na prawie podobieństw: Simila si>. milibus curantur, co oznacza, że substancje wywołujące u zdrowego człowieka objawy danej choroby nadają się do leczenia tej choroby u człowieka już na nią cierpiącego. Hahnemann prawie całe życie poświęcił na odkrywanie naturalnych substancji mających swoje zastosowanie w opracowywanej przez niego metodzie leczenia.
Substancje, które stosował, były często niezwykle toksyczne, tak więc zmuszony był do eksperymentowania z ich rozcieńczeniem. Dokonał wówczas ważnego „odkrycia" polegającego na tym, że wraz ze zwiększającym się rozcieńczeniem substancji aktywnej malała toksyczność preparatu, ale utrzymywały się rzekomo jego właściwości lecznicze. Odkrycie to jest znane pod nazwą tzw. prawa nieskończonego rozcieńczania. Hahnemann odkrył także inne prawo, o którym nie wspominają dziś jego zwolennicy. Ogłosił, że jedyną i prawdziwą przyczyną większości chorób jest „psora", czyli świerzb. Już samo to kładzie cień na tę formę leczenia. Granicznym rozcieńczeniem jest takie, że w roztworze nie ma już żadnych cząsteczek substancji aktywnych. Hahnemann nie wiedział, że tę granicę przekracza. Był on co prawda współczesny fizykowi Amadeowi Avogadrze, który wykazał, że jeden mol substancji zawiera skończoną i określoną liczbę cząsteczek, jednak stała Avogadra została wyliczona znacznie później.
Chociaż obecnie jest doskonale znana zwolennikom homeopatii, to bardzo często przekraczają oni graniczne rozcieńczenie, i to często w sposób absurdalny. Analizując stopień rozcieńczenia kilkudziesięciu standardowych preparatów homeopatycznych, możemy zaobserwować, że najmniejsze rozcieńczenie wynosi 6x, a większość leków jest rozcieńczona 30x. Ciekawostką jest znane nam z reklam telewizyjnych oscillococcinum, które osiągnęło liczbę rozcieńczenia 200K. Oznaczenie 6x wskazuje, że substancja czynna została 10-krotnie rozcieńczona i operację tę powtórzono 6-krotnie. Stężenie substancji czynnej wynosi zatem zaledwie jeden do miliona. 30x oznacza, że operację 10-krotnego rozcieńczenia powtórzono 30 razy. Otrzymujemy w ten sposób rozcieńczenie 10'", czyli jedynkę z 30 zerami. Potrzeba aż 2 miliardów pigułek, czyli tysiąc ton laktozy, aby znaleźć jedną cząsteczkę. Innymi słowy, pigułka zawiera wyłącznie laktozę (czyli cukier mlekowy) i niedające się uniknąć domieszki. A co oznacza 200K? Oznacza to, że substancja czynna jest rozcieńczona stukrotnie i ta operacja została powtórzona 200 razy. To znaczy, że jedna cząsteczka wypada na 100200, czyli na jedynkę z 400 zerami cząsteczek rozpuszczalnika. W całym jednak wszechświecie, jak się ocenia, mamy 10100 cząsteczek materii. A więc mamy do czynienia z czystym absurdem. Przez ponad 200 lat homeopaci stosują swoje medykamenty, a na zarzuty odpowiadają argumentem, że po silnym wstrząśnięciu rozpuszczonego preparatu w jakiś „cudowny sposób" zapamiętuje on lecznicze właściwości substancji aktywnych. I to nawet wtedy, kiedy ich tam po prostu nie ma!
Źródło : Fakty i Mity