Nie chcesz czekać w kolejce na zabieg? Idź do prywatnej lecznicy w kraju lub za granicą.
NFZ zapłaci przynajmniej część. Jest to efekt przyjęcia przez ministrów zdrowia państw Unii Europejskiej dyrektywy „Pacjenci bez granic“. Poparła ją większość krajów UE. Przeciw byli tylko polska minister Ewa Kopacz oraz szefowie resortów zdrowia z Portugalii i Słowacji.
Co zmienia dyrektywa? Teraz możemy liczyć na refundację wszystkich kosztów leczenia w krajach Unii, o ile znajdziemy się w którymś z nich w szpitalu czy przychodni w nagłym wypadku. NFZ pokrywa też koszty planowego leczenia za granicą, o ile zabieg ma decydujące znaczenie dla zdrowia i życia, a nie można wykonać go w Polsce. Wtedy potrzebna jest jednak indywidualna zgoda prezesa NFZ. Przyjęcie dyrektywy sprawia, że funduszowi dojdą nowe wydatki.
Z lekarskim skierowaniem w kieszeni będziemy mogli wybrać się na leczenie do dowolnie wybranej przychodni czy szpitala w którymś z unijnych krajów, a Fundusz będzie musiał zwrócić za to pieniądze, jednak tylko tyle, ile sam płaci za daną terapię placówkom w kraju. - Większość badań czy operacji za granicą wyceniona jest o wiele wyżej niż w Polsce. Nie sądzę więc, by z powodu kolejek do usuwania zaćmy czy wszczepiania endoprotez w naszych szpitalach tysiące pacjentów zaczęło wyjeżdżać do Francji czy Niemiec. Na dopłacenie do wykonywanych tam operacji mało kogo będzie stać. Co innego, jeśli wybierzemy się na leczenie do Czech, na Słowację albo jeszcze dalej na południe -mówi dr Adam Kozierkiewicz, ekspert w dziedzinie ekonomiki zdrowia.
Źródło : Gazeta Wyborcza