Jednorazowe ochraniacze na buty założył chyba każdy w swoim życiu, ale czy rzeczywiście ograniczył się tylko do jednego razu. Po odwiedzinach częściej lądują one w kieszeni użytkownika niż w szpitalnym koszu.
Eksperci od szpitalnych zakażeń nie mają wątpliwości, że pomysł z ochraniaczami na buty się nie sprawdził. Osoby, które odwiedzają swoich bliskich używają ich wielokrotnie, rozwożąc tym samy
zarazki po całym mieście.
Koszt takich ochraniaczy wynosi około 1-2 zł. Rzadko kiedy uda się nam niepostrzeżenie przemknąć przed czujnym okiem pana portiera. Obowiązek to obowiązek – w tym przypadku nie ma odstępstw
od reguły.
Elżbieta Lejbrandt – wiceprzewodnicząca Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa – nakłania, aby wycofać szpitalne ochraniacze.
Są już placówki, które zrezygnowały z dręczących „foliówek”. – Musimy co prawda częściej sprzątać, ale przynajmniej te tysiące osób, które odwiedzają chorych , nie wywlekają najgorszych bakterii do swoich domów – tłumaczy Wojciech Lubliński, rzecznik Wojskowego Instytutu Medycznego. Niektóre szpitale lubelskie postąpiły tak samo.
Szpitalne ochraniacze miały chronić przed rozprzestrzenianiem się drobnoustrojów. Miały – jednak nic z tego nie wyszło. Co gorsza, więcej z nimi kłopotu niż przewidywanego pożytku.
Źródło: Metro