Medycyna albo prawo – to zazwyczaj te dwa kierunki marzą się rodzicom, którzy snują wizje na temat świetlanej przyszłości swoich latorośli.
Mieć syna prawnika lub lekarza to przecież powód do dumy. Taki tytuł doktora nauk medycznych brzmi bezdyskusyjnie godnie. Jednak jak się okazuje nie wszyscy powinni się nim posługiwać.
Wiele kontrowersji wzbudza temat, czy można być doktorem nauk medycznych bez bycia lekarzem. Cała wrzawa toczy się wokół doktorantów wydziałów nauk o zdrowiu, którzy otrzymują stopień doktora nauk medycznych, mimo że w swych pracach zajmują się biografiami lekarzy albo sprawdzają, czy menedżerowie służby zdrowia nie cierpią na wypalenie zawodowe. Dla niektórych temat ten jest zapewne fascynujący, tylko czy stopień doktora nauk medycznych jest w tym przypadku w pełni uzasadniony.
Tym całym bałaganem związanym z przewodami doktorskimi postanowiła zająć się Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów. Pielęgniarki, ratownicy medyczni oraz fizjoterapeuci doktoryzują się zazwyczaj na wydziałach nauk o zdrowiu. Jednak sam fakt, iż nie mają oni prawa do wykonywania zawodu lekarza – nie dla wszystkich jest satysfakcjonujący. Niektórzy chcą również, aby stopień naukowy, który jest przyznawany, np. pielęgniarce odróżniał ją od lekarza. – Tak jak my, mają pieczątki i wizytówki ze stopniem doktora nauk medycznych. Uważam, że pacjenci są wprowadzani w błąd. To nie jest jednak wina uczelni, lecz polskiego systemu prawnego – mówi lekarz, który chce zachować swoją anonimowość.
Rozwiązaniem tej pułapki nazewniczej ma być uchwała o wprowadzeniu nowej dziedziny: nauki o zdrowiu. Jak się okazało, nie wszyscy przyjęli projekt z zapałem. Sentyment do dawnej nazwy pozostał, dlatego wiele osób chciałoby przed nazwiskiem zachować stopień doktora nauk medycznych. Jednak profesorowie pozostają bezwzględni. Uważają oni, że medycynę należy pozostawić dla nauk klinicznych. Teraz komisja czeka na napływanie wniosków z uczelni, które będą udokumentowane dorobkiem naukowym i odpowiednią kadrą. Taka procedura, polegająca na nadaniu poszczególnym wydziałom uprawnień do nadawania stopnia doktora nauk o zdrowiu, może potrwać nawet kilka miesięcy.
Jednak jak podaje centralna komisja to uczelnie muszą wyrazić chęć do nadawania nowych stopni - Nie mamy pewności, czy uczelnie złożą wnioski. One muszą chcieć nadawać takie stopnie. My ich do niczego nie zmusimy. Wydział Nauk o Zdrowiu Collegium Medicum UJ chyba nie ma wyjścia. W sytuacji, gdy wcześniej stracił uprawnienia do nadawania stopnia doktora w zakresie biologii medycznej, dla tego wydziału to idealne rozwiązanie – podsumowuje centralna komisja. Teraz pałeczkę muszą przejąć uczelnie wyższe, bo to do nich należy ostateczna decyzja.
Źródło: Dziennik Polski