Wszyscy doskonale wiemy o zbawiennym działaniu miodu, czosnku czy szałwii oraz o ich szerokim zastosowaniu w medycynie ludowej.
Ich lecznicze właściwości odkryte przez zielarzy wiele wieków temu są cenione i wykorzystywane do dnia dzisiejszego. Niestety, zabiegi lecznicze dokonywane przez rodzimych znachorów więcej miały w sobie magii niż faktycznej medycyny. Chorobę dawniej uważano za realny byt gnieżdżący się w naszym ciele. Za zainfekowanie przez nią naszego ciała lub umysłu odpowiedzialne były rzekomo zjawiska naturalne takie jak zaćmienie słońca lub księżyca, a także woda, ziemia, ogień, wiatr (zwłaszcza wiry powietrzne) i im podobne zjawiska pogodowe. Odpowiedzialnością za zsyłanie chorób obarczano także ludzi rzucających uroki, zwierzęta (często uosabiające zło - np. wąż czy czarny kot) oraz robaki i wszelakiej maści istoty demoniczne zamieszkujące pola, lasy i wody.
Po zidentyfikowaniu przyczyny choroby przystępowano do jej „wyciągnięcia" z człowieka, przy czym, technicznie rzecz ujmując, mogło to być wyssanie, wytrzepanie, wyciśnięcie, okadzenie, wystraszenie, wymycie, zlizanie, przypieczenie i co tam jeszcze znachorowi przyszło do głowy. „Leczenie", czyli wygnanie choroby, było procesem analogicznym do zjawisk i rzeczy podpatrzonych w przyrodzie. I tak żółtaczkę leczono żółtymi - kwiatami, a wszelkiego typu rumienię - kwiatami czerwonymi. Po wyrzuceniu choroby z człowieka należało ją zniszczyć, najlepiej za pomocą ognia czy chociażby siekiery.
Tutaj inwencja twórcza także pozwalała wykazać się „lekarzowi". Aby zdjąć urok, znachor brał 40 ziaren bobu lub fasoli, poddawał je w ciągu kilku dni działaniu promieni słońca w dzień i księżyca w nocy, trzymając je w naczyniu z „milczącą" wodą (woda zaczerpnięta ze źródła lub studni w całkowitym milczeniu), po czym wyjmował i z 37 ziaren sporządzał naszyjnik dla urzeczonego, a trzy pozostałe piekł w ogniu i dawał choremu do spożycia. Po paru dniach naszyjnik rozrywano, a ziarna rozrzucano na rozstajach dróg. Jeśli znany był sprawca zadanego uroku, należało rzucić na niego 7 kawałków ziela siódmaczka i trzy razy splunąć. Urok wtedy przechodził z urzeczonego na sprawcę.
Źródło : Fakty i Mity