Homeopatia opiera się na dwóch zasadach.
Pierwsza z nich mówi, że podobne należy leczyć podobnym. W przypadku choroby homeopata zastanawia się, jaka substancja wywołałaby takie same objawy u zdrowego człowieka. Specyfik, który przedawkowali uczestnicy akcji w Wielkiej Brytanii, u ludzi zdrowych powinien np. spowodować niepokój i mdłości, a u chorych te same dolegliwości leczyć. Jeśli pacjent gorączkuje albo boli go głowa, homeopata szuka środka, który wywołałby gorączkę albo ból głowy u osoby zdrowej. Druga zasada to rozcieńczenie. Homeopaci zakładają, że im częściej będzie się rozcieńczać i wstrząsać substancję czynną, tym silniejsze będzie jej działanie. Większość preparatów homeopatycznych ma tak niskie stężenie, że nie zawiera ani jednej cząsteczki substancji czynnej. Mimo to homeopaci wierzą w ich skuteczność, gdyż są przekonani, że woda jest obdarzona pamięcią.
Wiele osób zastanawia się, dlaczego w czasach, gdy brytyjscy pacjenci muszą czekać niekiedy aż dwa tygodnie na operację wyrostka robaczkowego i gdy chorym często odmawia się podania drogich lekarstw, finansowana jest akurat terapia, na której skuteczność nie ma dowodów. Komisja zdrowia Izby Gmin w szczegółowym raporcie z lutego bieżącego roku doszła do wniosku: „Rząd powinien położyć kres finansowaniu homeopatii przez publiczną służbę zdrowia. Nie powinno się bowiem rutynowo przepisywać placebo na jej koszt". Na początku maja British Medical Association, stowarzyszenie reprezentujące interesy ponad 140 tys. brytyjskich lekarzy, zaostrzyło ton. Kilkuset z nich uchwaliło w Londynie rezolucję, w której nie tylko nazwało homeopatię „czarami", lecz wezwało też do przerwania jej finansowania ze środków publicznych.
Również w Niemczech ton się zaostrza, a spór przybiera coraz brutalniejsze formy. Rainer Hess, przewodniczący Wspólnej Komisji Federalnej decydującej, jakie leki i terapie muszą finansować kasy chorych w Niemczech, podkreśla, że skuteczność homeopatii nie została naukowo udowodniona. Mimo to kasy chorych muszą pokrywać także koszty „metod leczenia, leków oraz usług medycznych należących do niestandardowych nurtów terapeutycznych". Jiirgen Windeler, który 1 września obejmie stanowisko dyrektora Instytutu Jakości i Rentowności Służby Zdrowia, przez wiele lat zajmował się homeopatią. - Nie trzeba prowadzić na ten temat żadnych dalszych badań, sprawa jest zamknięta - mówi. Przyznaje zarazem, że większość ludzi nie przywiązuje wagi do wyników badań naukowych.
Twierdzi też, że zna rodziców, którzy w razie niegroźnych dolegliwości podają dzieciom homeopatyczne kuleczki, a w przypadku poważnych schorzeń korzystają z medycyny konwencjonalnej. - Niektórzy rodzice dmuchają na stłuczenie, dziecko się uderzy, inni aplikują mu homeopatyczne granulki. Efekt jest taki sam. Homeopatią w Niemczech cieszy się ogromną popularnością.
Przykład dają ludzie z pierwszych stron gazet: aktorka Anna Loos przyznaje się w prasie plotkarskiej, że korzysta z porad homeopatki, projektant mody Karl Lagerfeld podobno z pomocą homeopaty schudł 42 kilogramy, Doris Schróder-Kópf, żona byłego kanclerza, objęła patronat nad Światowym Kongresem Homeopatów, a Renatę Kiinast, przewodnicząca klubu parlamentarnego Zielonych w Bundestagu, postuluje większe zastosowanie granulek w rolnictwie. Nawet filozof Peter Sloterdijk chwali homeopatię jako terapię „przekonującą, a zarazem niewiarygodną, zagadkową i skuteczną". 57 proc. społeczeństwa zażywało już środki homeopatyczne, a 25 proc. uważa się za ich „zdeklarowanych użytkowników".
Do szerokiego rozpowszechnienia tej metody przyczynił się chłód medycyny konwencjonalnej i jej wiara w postęp techniczny. Pacjenci w szpitalach nie czują się traktowani jak ludzie, lecz jak „prawe biodro z sali numer trzy". Wielu lekarzy rodzinnych poświęca na rozmowę z pacjentem nie więcej niż pięć minut, wychodząc z założenia, że najlepszą formą pomocy jest wypisanie recepty. Ankieta wykazała, że nie ma właściwie kraju, w którym ludzie byliby tak niezadowoleni z jakości medycyny jak w Niemczech. Tylko 34 proc. respondentów uznało poziom opieki medycznej za „bardzo dobry" lub „znakomity".
W Anglii, Kanadzie i Australii odsetek ten był niemal dwukrotnie wyższy. Nic więc dziwnego, że boom przeżywają alternatywne metody leczenia. W Niemczech trudno w tej chwili znaleźć aptekę, która nie miałaby w swoim asortymencie homeopatycznych kuleczek. Chętnie oferuje się je zwłaszcza rodzicom małych dzieci, bo „przecież nie szkodzą". Jak informuje Niemiecki Związek Aptekarzy, szkolenie w zakresie homeopatii ma dziś za sobą ponad trzy tysiące farmaceutów. Boom chcą wykorzystać nawet lekarze - już 6712 z nich oficjalnie używa tytułu „homeopata". Z danych Federalnej Izby Lekarskiej wynika, że od 1993 roku ich liczba wzrosła ponad trzykrotnie.
Źródło : Forum